Salar de Uyuni, slone wyschniete jezioro o powierzchni ok. 12 tys. km2 to magiczne miejsce. Jego biel i jasnosc jest tak silna, ze nie sposob patrzec na nie bez okularow. Poraza swoim pieknem, zdaje sie byc innym swiatem, niebem. Jakby wokol nie bylo nic (poza kilkunastoma terenowymi autami z turystami). Zreszta obszar jeziora jest tak wielki, ze faktycznie z jednej strony na horyzoncie jest pustka. Z drugiej widnieja wulkaniczne szczyty. Znajdujemy sie bowiem na Altiplano, na wysokosci prawie 4000 m.n.p.m. Poklady soli znajdujace sie tutaj sa wystarczajace by posolic kazda potrawe na talerzu w boliwijskim domu. Sol w tym kraju jest naprawde slona, co czuc bylo w kazdym zamawianym daniu.
Z Salara jedziemy do Eduardo Avaroa National Reserve de Andean Fauna. W drodze podziwiamy piekne krajobrazy i lokalne zwierzeta: viscache-podobne do krolika, ale z dlugim ogonem, strusie, lamy i wikunie. Mamy szczescie, ze zobaczylysmy to ostatnie zwierze, ktore jest dzikie, plochliwe i jak dotad nie udalo sie czlowiekowi go udomowic. Trzeba sporo trudu by je zlapac, dlatego zapewne welna z tego delikatnego pieknego stworzenia jest najdrozsza w Boliwii. Dla przykladu sweter kosztuje okolo tysiaca dolarow!
Rezerwat miesci laguny i gejzery. Kazda laguna ma inny kolor, stad ich nazwy: Laguna Colorada, Laguna Verde i Laguna Blanca. Kazda z nich urzeka, szczegolnie Colorada, ktorej kolor wody jest...czerwony! Akurat gdy docieramy do niej z nieba zaczyna padac grad! Mimo to widoki sa niezwykle. Na kazdej lagunie sa flamingi. W Boliwii wystepuja w trzech odmianach- flaming andyjski, chilijski i Jame's.
Do gejzerow docieramy o swicie. Jest strasznie zimno. Z daleka widac unoszaca sie wysoko w powietrze pare. Tryska z cala moca, dajac przyjemne w dotyku uczucie ciepla, ktore w ten mrozny poranek jest przyjemne jak kubek cieplej herbaty. Idziemy dalej nasluchujac odglosow buchajacej pary i dziwnego bulgotu. To lawa, niczym bloto, pluska gleboko w ziemii wydalajac przy tym zapach siarki (lub bardziej kojarzacay sie zapach zgnilego jajka). Wraz ze wschodem slonca naszym oczom ukazuje sie magia barw bulgoczacych zrodel-szarosc stopniowo zamienia sie w zielen i niebieski. Tym razem czujemy sie jakbysmy byly na jakiejs obcej planecie.
Z -5 stopni na zewnatrz wskakujemy do goracego zrodla o temperaturze 30 stopni, ktore usytuowane jest przy kolejnej lagunie. Wygrzewamy sie i delektujemy ostatnimi spojrzeniami na niesamowicie roznorodna Boliwie. Jak do tej pory oprocz Machu Picchu i linii Nazca nic nie zrobilo na nas takiego wrazenia jak te jeszcze cale szczescie malo rozwiniete i tak niezwykle krajobrazy Boliwii. Zaraz mamy przekroczyc granice z Chile.
| Strona z atlasu geograficznego znalezionego u boliwijskiej rodziny |
| Granica boliwijsko-chilijska |
zaprawde piekne krajobrazy
ReplyDelete