Friday, 16 March 2012

Viva Carnaval!

Dowiedzialysmy sie, ze brazylijczycy zapraszaja turystow na karnawal do Rio, ale sami udaja sie na polnoc. Postanawiamy to sprawdzic i udajemy sie do Salvadoru da Bahia na polnocno-wschodnim wybrzezu Brazylii.
Salvador to malownicze miasto, dawna stolica Brazylii jeszcze za portugalskich czasow, z najwiekszym odsetkiem czarnoskorej ludnosci poza Afryka - potomkow niewolnikow. Stad tez specyfika tutejszego karnawalu. Poza samba slychac tu candomble- rodzaj muzyki zwiazany z religia afroamerykanska o tej samej nazwie, oraz axe - polaczenie samby z rytmami karaibskimi, afrykanskimi, rockiem albo reggae. Mozna zobaczyc grupy zebrane w kregu, tanczace capoeire w rytm hipnotyzujacej muzyki granej na berimbau i bebenkach. To wlasnie z Bahii wywodzi sie ta taneczna sztuka walki, stworzona przez niewolnikow przywiezionych z Afryki do Brazylii.
Tutaj podczas karnawalu ludzie nie tylko obserwuja, ale wlaczaja sie do zabawy podazajac za muzykami tanecznym krokiem. Tlum nazywany jest tutaj pipoca czyli doslownie wciaz podskakujacy popcorn. Dzis w karnawale tanczy tu co wieczor kilka milionow osob, co (podobno) czyni ja najwieksza impreza uliczna na swiecie.
W dzielnicy Barra karnawal jest najglosniejszy i wlasnie tam zbiera sie najwiecej ludzi. Zabawe rozkrecaja trio eléctrico, czyli ciezarowki ze scena, glosnikami i orkiestra. Czesto tez wystepuja tu najbardziej znane brazylijskie gwiazdy, ktore spiewaja dobrze wszystkim znane piosenki. Przewaza muzyka axe. Mozna tu kupic koszulke abadá, ktora jest forma wejsciowki do strefy blizej ciezarowek z muzyka. Ludzie tanczacy w tych strefach oddzieleni sa linami od zwyklego popcornu. Ci z zasobnymi portfelami moga ogladac parade z gory. Za osobe trzeba zaplacic nawet 1500 zl (jednak porownujac to do cen w Rio to cena wydaje sie byc promocyjna). Tlum podaza dluga ulica biegnaca wzdluz wybrzeza. Po drodze sprzedawcy zimnych napojow - glownie piwa i caipirhinii, drinku zrobionego z cachacy, czyli narodowego trunku brazylijczykow z trzciny cukrowej, z dodatkiem limonek, cukru i kruszonego lodu. Alkohol leje sie tu strumieniami, wszedzie wokol jest mokro, a buty przykleja sie do podloza. Poza tym smrod i smieci. Jest ich mnostwo, mimo, ze chodza ludzie z duzymi worami i zbieraja puszki. Zdaje sie, ze sa to biedni lub bezdomni ludzie. Na plazy oczywiscie tez nie brakuje karnawalowiczow, a spragnieni ochlody po tanecznym szale zazywaja nocnej kapieli w oceanie. Brazylijczycy na karnawale bawia sie na calego. Paraduja ulica calujac sie po drodze z roznymi przypadkowymi osobami. Plec nie gra tu roli, homoseksualisci czuja sie tu bardzo swobodnie.
Nam bardziej spodobalo sie swietowanie karnawalu na ulicach innej dzielnicy - Pelorinho (zwanej przez miejscowych Pelo). Dzielnica ta ma dluga, bogata historie i piekne, kolorowe budynki ciagnace sie wzdluz waziutkich uliczek. Do Salvadoru trafiała większa część z ok. 5 milionów Afrykanów, których jako niewolników przywieźli Portugalczycy z z Afryki Zachodniej. Byli oni sprzedawani na centralnym targu niewolników Pelorinho. Po ulicach przechodza grupy wybijajace nieziemskie rytmy na bebnach przy akompaniamencie instrumentow detych, charakterystycznych dzwonkow agogo i tamburynie pandeiro. W Pelo mozna uslyszec candomble i zobaczyc prawdziwy folklor. To miejsce nie tylko dla imprezowiczow, przychodza tu cale rodziny. Dla tych najmlodszych tez sa specjalne przedstawienia. Wszyscy sa poprzebierani w niesamowite stroje - od bardzo tradycyjnych przez komiczne po bardzo odwazne i skape. Takze dzieci. Najczesciej spotykanym strojem u panow byla bialo-niebieska szata i turban na glowie. Przebranie to oznacza przynaleznosc do grupy synowie Gandhiego. Panowie Ci mieli na szyi sznury koralikow, ktorymi odbarowywali niewiasty chetne do calusa.
Jeszcze jedna istotna informacja. Nie trzeba placic zupelnie nic za bycie w centrum karnawalowej zabawy w Salvadorze!