Saturday, 3 March 2012

Argentyna

Argentyna, kraj yerby mate i gaucho. Ludzie chodza tu z termosami pod pacha i mate w reku. Calymi dniami sacza yerbe dolewajac sobie cieplej wody z termosu. Na niektorych dworcach autobusowych widzialysmy punkty, gdzie mozna napelnic termosy goraca woda. Poza sklepami z akcesoriami do picia yerby, czyli naczynka mate i slomki do picia- bombilli, pelno jest straganow z termosami. Mate sa zrobione z tykwy lub z drewna, czasami obite skora. Bombille zazwyczaj sa metalowe, ale mozna tez spotkac bambusowe. Kupilysmy takie, lecz niestety okazalo sie, ze szybko sie zapychaja. Termosy sa do wyboru do koloru - metalowe, plastikowe, skorzane.
Argentynczycy mowia po hiszpansku nieco inaczej niz ich sasiedzi. Zamiast powiedziec np. como se llama (komo se jama), mowia komo se siama, co z poczatku wydaje nam sie calkiem zabawne; 
Sprawdzilysmy, czy argentynska Patagonia jest rownie zimna jak chilijska. Tak, jest zimna! Mimo to w Bariloche postanawiamy spac pod namiotem. Opatulone w kurtki przeciwdeszczowe i windstopery zwiedzalysmy okolice turkusowego jeziora Nahuel Huapi, nad ktorym rozbilysmy sie. Niestety pogoda popsula nam nieco plany i nie pozwolila nam w pelni rozkoszowac sie pieknem tej krainy. Jednak wspinaczka na szczyt i widok na jezioro, zatoczki i polwyspy dookola zaparl nam dech w piersiach. Rosna tu ogromne iglaste drzewa Arauca, nadajac otoczeniu charakterystycznego wygladu. Piekne widoki cieszyly nasze oczy codziennie rano, gdy wychodzilysmy z naszego namiotu. Gdyby nie specyficzna flora i naprawde turkusowa woda jeziora, mozna by sie poczuc jak na polskich Mazurach. Polnocna Patagonia to bogaty region, na ktorym osiedlili sie glownie Niemcy. Mozna tu skosztowac kielbasy i ciast takich jak u naszych sasiadow. Trafilysmy nawet na swieto ciasta, ktore nazywalo sie Dia del Kuchen. Kobiety przebrane niczym Heidi z gor serwowaly kilkanascie rodzajow przepysznych ciast.
Zmiany temperatur sa tu dosyc duze- w dzien potrafi byc upalnie, a noca dosyc zimno. Na tyle, ze grilowalysmy na campingu w czapkach i rekawiczkach!
Z zimnego poludnia udalysmy sie do cieplejszego rejonu, Mendozy. Nie byla to prosta podroz. ₢eny biletow autokarowych z Bariloche sa kosmicznie drogie: za 15-godzinna podroz musialybysmy zaplacic ok 500zl! Na szczescie przy odrobinie kombinacji, z przesiadka w innym miescie, dojachalysmy tam troche taniej. 
Okolice Mendozy slyna z produkcji jednych z najlepszych win w Argentynie, a takze na swiecie. To stad pochodzi merlot, malbec, cabernet souvignon, pinot noir (nasz faworyt). Pojechalysmy wiec zwiedzic winiarne i skosztowac regionalnych win. Nauczylysmy sie, jak zrobic dobre wino i jakie sa roznice w przechowywaniu bialych i czerwonych win. Przy okazji najadlysmy sie pysznych winogron, ktore smakuja jak...nasze z Daliowej :)
To w Mendozie pierwszy raz skosztowalysmy argentynskich lodow, ktore sa niesamowicie pyszne i tak samo drogie (jedna kulka kosztuje okolo 5 zl). Niektorzy twierdza ze sa to najlepsze lody na swiecie, bo robione na bazie smietany a nie mleka. Zdecydowanie uzalezniaja!
Buenos Aires. Ostatni, dlugo wyczekiwany przystanek na naszej drodze w Argentynie. Miasto olbrzymie, miasto magiczne, miasto tetniace zyciem, kultura. Zamieszkalysmy w pieknej dzielnicy San Telmo, na ktorej wieczorem sporo sie dzialo. Mialysmy szczescie, ze przyjechalysmy do Buenos w weekend. Dzieki temu zobaczylysmy jak lokalsi tancza tango na ulicy, jak mlodzi spedzaja sobotnia noc, jak wygladaja przygotowania do argentyskiego karnawalu. Trafilysmy na duzy niedzielny bazar z rekodzielami, gdzie oprocz wyrobow mozna bylo zobaczyc i posluchac dobrej muzyki na zywo i skosztowac lokalnych potraw.
Wieczorem odwiedzamy dosc bogata dzielnice portowa - Porto Madero, z nowoczesnymi apartamentowcami, loftami i wiezowcami oraz zachwycajacym mostem - Puente de la Mujer, ktory swoja forma ma przypominac kobiete tanczaca tango.
W Buenos nie da sie nudzic, jest tu mnostwo miejsc w ktorych mozna spedzic czas w zaleznosci od preferencji. Jest tu mnostwo parkow, w ktorych mozna spedzic mile niedzielne popoludnie na trawie. Jest chinska dzielnica, dzielnica portowa z pieknym deptakiem wzdluz rzeki, centrum historyczne z zadziwiajacym palacem prezydenckim podswietlonym na rozowo. San Telmo, gdzie zawsze mozna zatrzymac sie i posluchac muzyki na zywo badz poobserwowac ludzi tanczacych tango na glownym placu. Co niedziela przychodza Panie i Panowie, przewaznie w staszym wieku, elegancko ubrani. Mimo wieku poruszaja sie z gracja, a na ich twarzach maluje sie usmiech i wzruszenie. Mozna tez wybrac sie do La Boca - najkolorowszej dzielnicy miasta, gdzie tango show sa bardzo popularne. Dla nas jednak miejsce to okazalo sie zbyt oblezone turystami. La Boca to tez miejsce gdzie stoi stadion Boca Juniors, pierwotnej druzyny Maradony.
Z Buenos planujemy przedostac sie do Urugwaju, jak sie okazuje podroz promem zajmuje tylko godzine. Plyniemy wiec.

Nasz nowy dom w Bariloche

Bariloche - Park Narodowy Nahuel Huapi

Majka miala dosc marzniecia w namiocie i postanowila skoczyc

Bariloche - Park Narodowy Nahuel Huapi

Bariloche

Bariloche

Camping w Mendozie

Probujemy argentynskiego winka

Pan sprzedajacy mate - naczynie do picia yerba mate

Winiarnia w okolicach Mendozy

Cabernet Souvignon prosto z krzaka

Testujemy wino

Przepiekne drzewa kwitnace na rozowo w Buenos

Buenos Aires

Floralis Generica w Buenos

kolorowa La Boca - Buenos Aires

La Boca - Buenos Aires

La Boca - Buenos Aires

La Boca

La Boca - tancerka tango

Nasz nowy kolega - szalony ekolog



Tak sie je w Argentynie!

Tango

Tango

Namietne tango

Argentyna to nie tylko tango

Nasz hostel w Buenos - Hostel Sol

Dzwieki ulicy



Cmentarz Recoleta w Buenos

Cmenatarz Recoleta w Buenos

Rozowy Palac Prezydencki

Puerto Madero - Buenos- Puente de la Mujer
Puerto Madero - Buenos

Puerto Madero - Buenos
Porto Madero - Buenos

No comments:

Post a Comment