Brazylia przywitała nas miłym wydarzeniem, jakim jest karnawał, jednak początki nie były łatwe. Mimo podobieństwa hiszpańskiego i portugalskiego porozumiewanie się sprawiało nam na początku ogromny problem. Mentalność ludzi jest zupełnie inna. Są bardziej otwarci, spontaniczni i podchodzą do większości spraw na luzie. Na ich twarzach często gości uśmiech, a w kontaktach są bardziej bezpośredni. To zdecydowanie całkiem inny kraj od tych które odwiedziłyśmy dotychczas. Szczególnie region Bahia, od którego zaczęłyśmy zwiedzanie tego ogromnego kraju. Na ulicy mijamy afrobrazylijczyków tańczących capoierę i sprzedawców instrumentów muzycznych: bębnów, berimbau, pandeiry i innych. Murzynki ubrane w tradycyjne stroje - rozłożyste spódnice, chusty przewiązane na głowie i mnóstwo korali na szyi. Na straganach sprzedają lokalne potrawy, których bazą jest kukurydza. Słodkości podniebieniu dają desery z maracui, jedyne w swoim rodzaju. Pastel com frango(ciastko faszerowane kurczakiem), agua de coco, suco de cana (sok z trzciny cukrowej), cachaca, acai - to smaki Brazylii. Kawa w małych, a czasem nawet miniaturowych plastikowych kubeczkach zwana cafezinha podawana wszędzie za grosze, niekiedy nawet za darmo. Zawsze pyszna, bardzo słodka, każdego postawi na nogi.
Karnawał co roku przyciąga tak wielu turystów, że ceny wzrastają kilkukrotnie. Dlatego po raz pierwszy skusiłyśmy się na skorzystanie z noclegu na couchsurfingu, który też okazał się nie być bezpłatnym, jak wskazuje jego idea. Zatrzymałyśmy się w dzielnicy, która z pozoru wydawała się być niebezpieczna, do tego stopnia, że bałyśmy się wyjść z taksówki. Jak okazało się potem, było to bardzo przyjazne miejsce, chociaż wyglądem przypominało fawelę. Zamieszkałyśmy w skromnym, zaniedbanym i brudnym domu u miejscowego Brazylijczyka. Za kawałek podłogi, po której biegały mrówki i karaluchy musiałyśmy zapłacić 20 dolarów za osobę. Mimo tego, nasz gospodarz zadbał o domową atmosferę i przyrządzał dla nas pyszne potrawy, m.in. narodowe danie Brazylijczyków feijoadę. Jest to gotowana na mięsie czarna fasola z ryżem posypana farofą, prażoną i zasmażaną mąką z manioku. Powszechna w całej Brazylii, którą posypuje się niemal każdą potrawę. Danie to wymyślili niewolnicy, którzy na koniec dnia gotowali resztki mięsa z fasolą. Farofa była dodawana, żeby zapchać żołądek. Oprócz nas spało tam jeszcze kilka osób z różnych zakątków świata, w tym Damaris z Meksyku i Suzie z Niemiec, które towarzyszyły nam w dalszej podróży. Od tej pory przemieszczamy się w 10 stóp.
Po dwóch miesiącach ciągłej wędrówki chcemy się w końcu pobyczyć, dlatego jedziemy szukać wymarzonej brazylijskiej plaży. Odnajdujemy ją w Itacare, małym surferskim miasteczku osiem godzin drogi od Salvadoru. To miejsce magiczne, można się tu wyluzować oderwać od rzeczywistości i zapomnieć o troskach. Mnóstwo zatoczek z przeuroczymi plażami. Palmy, palmy i....palmy! Dokładnie taki krajobraz miałyśmy wokół nas, niczym z pocztówek. Biały piasek, bananowce, kokosy, a wokół dżungla. Lokalsi surfują wyrabiają rękodzieła, a z głośników płynie muzyczka reggae. Nie przypuszczałyśmy, że klimat tego miejsca tak nas zauroczy i zostaniemy tam tak długo. Dziesięć dni wylegiwania się na rajskich plażach, nauka pływania na desce, a wieczory zakrapiane caipirhinią-najbardziej popularnym brazylijskim drinkiem. Do niektórych plaż trzeba przedostać się kajakiem, a do innych droga prowadzi przez dżunglę. Jak to w lesie, można spotkać różne zwierzęta, a my miałyśmy okazję zobaczyć jedno z groźniejszych-wielką włochatą tarantulę! Przebiegła nam tuż przed nogami powodując u nas atak paniki.
Po powrocie do Salvadoru dostrzegamy jak inne jest to miasto po zakończeniu karnawału. Starówka wygląda dużo spokojniej. Zatrzymujemy się w pięknym hostelu umieszczonym w starej kamienicy, gdzie śpimy w hamakach. Wieczorem na Pelourinho oglądamy grupkę ludzi tańczącą capoierę, siadamy w kręgu, klaszczemy i obserwujemy jak zwinnie poruszają się w rytm muzyki.
 |
| couchsurfing |
 |
| Itacare |
 |
| to nie banan to tapioca |
 |
| opiekany owczy ser |
 |
| Caipirinha |
 |
| Jackfruit |
 |
| sprzedawca trzciny cukrowej |
 |
| słynna winda w Salvadorze |
 |
| Bajanka sprzedaje słodki deser z marakuji |
 |
| włascicielka hostelu |
 |
| Angelo- nasz gospodarz z couchsurfingu |
No comments:
Post a Comment