Sunday, 23 December 2012

Pantanal


   Po jednodniowym odpoczynku w Brasilii czeka nas kolejna długa przeprawa autobusem. Region Mato Grosso wita nas strugami deszczu, nie jesteśmy pewne czy dobrze zrobiłyśmy przyjeżdżając tu. Cuiaba jest znakomitym miejscem do rozpoczęcia podróży wgłąb rozległych na 230tys.km2 mokradeł usytuowanych na styku 3 państw: Brazylii, Paragwaju i Boliwii.
   Właściciel hostelu, w którym się zatrzymujemy próbuje nam sprzedać bardzo drogą kilkudniową wycieczkę po Pantanalu. Cena nas zniechęca i mimo protestów właściciela, który straszy nas zdjęciami podmokłej, bagnistej drogi, postanawiamy wynająć samochód i zrobić to na własną rękę. Miła pani z informacji turystycznej pomaga nam zabukować nocleg. Na tych terenach nie ma żadnych miast, jedynie małe gospodarstwa, w których można się zatrzymać, tzw. pousady.
   Przez Pantanal prowadzi tylko jedna szutrowa droga - Transpantaneira, na której pobudowano ponad 300 drewnianych mostów. Dokonałyśmy znakomitego wyboru wytyczając Damę, naszą meksykańską koleżankę, na kierowcę. Radzi sobie znakomicie na śliskiej, glinianej nawierzchni. Rzeczywiście przemieszczanie się w porze deszczowej nie należy do łatwych, ale też nie jest niemożliwe. Dwa razy grzęźniemy w błocie, musimy pchać auto, jesteśmy całe brudne i mokre, a do pousady docieramy po zmroku. Zatrzymał nas po drodze jeden z najwspanialszych zachodów słońca jakie widziałyśmy. Po wyłączeniu silnika auta, zdałyśmy sobie sprawę jak licznych mieszkańców ma ta kraina.
   Pantanal to jedyny tego rodzaju ekosystem na świecie. Występuje tu około 80 gatunków ssaków, takich jak jaguar, puma, mrówkojad, pancernik i największy z gryzoni: kapibara, z którą miałyśmy przyjemność mieć spotkanie na drodze. Ponadto znajdziemy tu około 700 gatunków ptaków, 50 gatunków gadów, m.in. kajmany i anakondy oraz 260 gatunków ryb. W tym piranie, które łowiłyśmy przy użyciu bambusowej wędki i nadzianej na nią wołowinki. Było warto, zupa z piranii smakowała wybornie!
   Życie na mokradłach nie należy do łatwych, trzeba mieć wyczulony słuch i oczy szeroko otwarte. Jesteśmy tam pod opieką przewodnika, jednak zasady bezpieczeństwa raczej nie obowiązują. Najciekawszym przykładem jest nasza jazda konno. Dla większości był to debiut. Dostałyśmy konie z kocami zamiast siodła, ze sznurkowymi lejcami, i jeździłyśmy bez żadnej asysty po mokradłach, w których fauna jest bogatsza niż nam by się mogło wydawać. W naszym stadzie był szalony koń. Na początku dostała go Ania, ale zaczęła panikować, potem jeździła na nim Dama, ale po okrzykach, że ten koń jest "loco" szybko z niego zsiadła. Na końcu wziął go nasz przewodnik, jednak po krótkim czasie został zrzucony na ziemię, a raczej w mokradła. Jak dobrze, że to nie my! Przejażdżka była bardzo długa i przyjemna, zakończona przez Maykę galopem do stajni. Wystarczył jej jeden spacer by stać się wprawnym jeźdźcą.
   Jakie zwierzęta widzimy najczęściej w Pantanalu? Oczywiście komary!! Brałyśmy prysznic kilka razy dziennie, by się mniej kleić, pryskałyśmy repelentami, spałyśmy pod moskitierami, jednak one były sprytniejsze. Nie udało nam się zobaczyć tych najgroźniejszych z żyjących tu zwierząt, jednak ostrzegano nas na każdym kroku o ich bliskości. Przy akompaniamencie licznych odgłosów podziwiałyśmy wielobarwne papugi, tukany i małpy.
Wracając do Cuiaby śpiewamy całą drogę i jesteśmy zadowolone, że udało nam się zorganizować ten wyjazd za tak małe pieniądze.









kapibara




wschód słońca na platformie






wołowinka dla piranii








No comments:

Post a Comment