Trasa trwala czasami dluzej niz powinna, bo w trakcie wsiadaja liczni sprzedawcy oferujacy pasazerom przekaski takie jak kukurydza, chrupki, lody, lokalne sery, jajka i ziemniaki na cieplo,a takze mate de coca,ktora mozna bylo wypic w foliowej torebce. Sprzedawca biletow moze byc jednoczesnie akwizytorem. Zdarzylo nam sie natknac na takiego. Przez spory odcinek namawial pasazerow do zakupu tajemnicznych ziol.
Peruwianczycy podrozuja z wielkimi, foliowymi "ruskimi" torbami, a kobiety dodatkowo przewiazuja wielkie chusty na plecach. Czemu nie maja wozkow dla dzieci? Czemu nie nosza walizek ani plecakow? W podroz zabieraja takze koce,ktorymi okrywaja sie w trakcie nocnej podrozy.
Ciekawa sprawa jest filmowanie czy fotografowanie podroznych przez obsluge linii autobusowej w celu uzupelnienia danych o rysopis pasazera.
Jedna z ciekawszych podrozy zdarzyla nam sie w Huancavelice, malym miasteczku z ktorego trudno sie wydostac. Przez dwa najblizsze dni nie ma autobusow w zadnym kierunku poza tym, z ktorego przyjechalysmy. Nie poddajemy sie jednak i postanawiamy jeszcze raz popytac o wolne miejsca. Jeden z szefow firmy przewozowej wykonuje telefon do Jesusa (hiszpanskie imie meskie :]). Okazuje sie, ze jednak znajduja sie 3 miejsca dla nas. Po dlugim oczekwianiu wsiadamy do pelnego autobusu. Jedyne miejsca jakie na nas czekaja to te na podlodze. Przed nami 8 godzin jazdy po nieutwardzonych serpentynach. W nocy dosiadali sie kolejni pasazerowie, zmniejszajac nasza przestrzen podlogowa. Ania i Maya spaly na karimacie pozyczonej od poznanych wczesniej Argentynek. Ola niestety nie zalapala sie i przy kazdym ostrym zakrecie czy hamowaniu turlala sie po podlodze w swoim spiworze.
Innym razem w siedzialysmy obok kierowcy w szoferce,a za nami cala rodzina,tez w szoferce. W pewnym momencie kierowca dostaje telefon-prawdopodobnie cynk o kontroli policyjnej-bo za chwile zaslania rodzinke zaslonkami tak, zeby ich nie bylo widac. Familia,wczesniej glosna,teraz milknie. Zatrzymuje nas tajniak-koles wygladajacy bardziej na zbira niz policjanta-i sprawdza bagaze. Szoferowi kropelki potu splywaja po twarzy,ale zachowuje spokoj. Na szczescie wszystko konczy sie dobrze. Jedziemy dalej.
Peruwianskie krajobrazy zmieniaja sie niczym w kalejdoskopie. Zielone wzgorza porastaja gdzieniegdzie zolte kwiatki, tworzac piekna palete barw. Wyzej widac szczyty gor pokryte warstwami sniegu. Widoku dopelniaja pasace sie na zboczah gor lamy. Biale, karmelowe, brazowe. Niektore z charakterystycznymi kawalkami materialu zwisajacymi z uszu, ktore sluza do ich oznaczania. Na niektorych odcinkach zbocza skalne porastaja chude, sredniej wysokosci kaktusy. Peru to jednak nie tylko gory, ale tez ciagnace sie kilometrami piaszczyste wydmy. Roznorodnosc tego magicznego kraju caly czas nas zachwyca.





No comments:
Post a Comment